Dlaczego zakaz handlu w niedzielę to zły pomysł?

Ustawa o wprowadzeniu wolnych niedziel w kraju wprowadziła znaczący podział wśród społeczeństwa. W opinii ustawodawców miało się to przyczynić do poprawy warunków pracy, jednak jak dobrze wiadomo, w praktyce nie do końca to zadziałało tak, jak było w planach.

Więcej czasu dla rodziny – ale jakim kosztem?

Głównym argumentem za wprowadzeniem wolnych od handlu niedziel miało być zwiększenie czasu, jaki poszczególne osoby mogłyby hipotetycznie spędzić z najbliższymi. I chociaż na tym etapie wszystko się jeszcze ze sobą zgadza i wydaje dość spójne, to o tyle podział na to, kto będzie pracował, a kto nie już nie jest do końca taki sprawiedliwy. Dla przykładu, pracownicy wielu sieci sklepowych mają wolne niedziele, ale osoby zatrudnione na stacjach benzynowych już nie. I tutaj rodzi się pytanie: czy obsługa klienta na stacji benzynowej znacząco się różni od obsługi w piekarni albo w zieleniaku? Tym bardziej, że popularne stacje często przekształciły się w mini-sklepy, różniące się od innych tylko nałożoną marżą i możliwością zakupu benzyny bądź napędu do samochodów typu diesel. I jedni i drudzy obsługują identyczną kasę fiskalną. I jedni, i drudzy mają rodziny. Jednak w zamyśle ustawy, widać rodziny osób pracujących na stacjach benzynowych potrzebują mniej. Tak samo jak rodziny osób pracujących w gastronomii. Z jakiegoś powodu handlować koperkiem w niedzielę nie można, ale zupą koperkową – już jak najbardziej.

Ponadto, sklepy w odpowiedzi na taką politykę bardzo często decydowały się na wydłużenie czasu pracy w tygodniu, aby odpracować stracone godziny w wolne niedziele. Spowodowało to, że osoby, które rzekomo miały mieć więcej czasu, wracają jeszcze bardziej zmęczone do swoich domostw, nie mając już czasu ani siły na absolutnie nic.

Jeszcze inaczej prawo obeszła znana sieć sklepowa “Żabka”. Mimo, że jest sklepem spożywczym, to może pracować w niedzielę. Dlaczego? “Żabka” jest także punktem pocztowym odbioru przesyłek, a jako taki ma pozwolenie na prowadzenie handlu w niedzielę. I chociażby z tego powodu ta ustawa nie ma żadnego sensu, skoro można ją z łatwością obejść.

Jeszcze większa gonitwa

Wiele osób po wprowadzeniu kontrowersyjnej ustawy wskazywało na fakt, że ich obecna praca nie pozwala im na dokonanie większych zakupów w tygodniu, a likwidując możliwość nadrobienia tego w weekend, osoby takie muszą zwalniać się z pracy, aby zdążyć cokolwiek załatwić. Osoby, które mają elastyczne godziny pracy próbują coś zmienić, ale przecież nie wszyscy mogą podporządkować czas swojej pracy do godzin otwarcia sklepów. Ponadto, wiele produktów jest już zwyczajnie wykupionych w godzinach wieczornych i sklep ich już nie dokłada na sklepowe lady.

Cios dla dorabiających studentów

Chociaż na dobrą sprawę powinno się w jakiś sposób premiować młodzież, która chce pracować, to obecna ustawa pozbawiła tej możliwości wielu z nich. Pracodawcy częściej i o wiele chętniej zatrudniają osoby uczące się w trybie zaocznym, więc studenci, którzy zdecydowali się na studia w trybie dziennym nie mają zbyt wielkiego pola do popisu. Nieregularne zajęcia na uczelni często nie pozwalają na ustalenie optymalnego grafiku pracy w tygodniu, więc jedynymi dniami, w których mogliby dorobić do swojego budżetu studenckiego są sobota i niedziela. Wyłączając niedzielę, studenci muszą liczyć się z radykalnym obniżeniem przychodów. Wiele akcji promocyjnych, które odbywały się w weekendy, a które prowadzili przeważnie studenci, zostały przesunięte na poszczególne dni tygodnia.

Dodaj komentarz