Mały car, wielki dwór. Czemu zamiast “taniego państwa” mamy armię urzędników?

Co mają wspólnego wczesnośredniowieczni drużynnicy książęcy z dzisiejszą armią urzędników? Jak lata po upadku komuny przypadkowo wykiełkował w Polsce “homo sovieticus”, i czemu żyjemy w oblężonej twierdzy?

Filar pierwszy. Urzędnicy.

Być może pamiętasz, drogi czytelniku, z lekcji historii, na czym opierała się władza pierwszych książąt piastowskich. Otóż opoką zwierzchności księcia, była drużyna – armia wojów, sowicie opłacanych, i nie muszących troszczyć się o swój gospodarczy byt, ekonomicznie uzależniona od władcy. Armia taka była zdyscyplinowana, a dzięki jej istnieniu, kwestia zadowolenia pozostałych poddanych stawała się sprawą drugorzędną. Korzystając z najlepszych średniowiecznych wzorców, obecna władza utrzymuje potężną armię urzędników, oddzielających ją od poddanych, i sterujących biurokratyczną machiną, mającą ustawić każdego obywatela w wyznaczonym mu miejscu. Jednocześnie armia ta jest uzależniona od aktualnie miłościwie nam panujących. Nie tylko osobiście – uzależniona jest także jej rodzina. Armia urzędników stanowi najpewniejszy elektorat panującego, wszak nigdy nie wiadomo co się stanie po zmianie władzy! Jak to się ma do obietnic “taniego państwa”, niezrealizowanych od czasów kampanii wyborczej w 2005 roku? Otóż ma się nijak! Partia rządząca doszła bowiem do wniosku, że zamiast ograniczać uzależniony od siebie elektorat, zwiększy go. Z jednej strony poprzez utrzymywanie nadal armii urzędników, z drugiej zaś poprzez hojne programy socjalne, mające demoralizować Polaków i uzależniać ich od łatwych pieniędzy ze swojej strony. Wszak nie gryzie się ręki, która karmi! Nawet, jeśli karmi podle. 

Filar drugi. Strach.

Polaku, strzeż się wroga. Dumny ze swojej polskości, wypatruj wokół wszystkich nieprawomyślnych. Czujność i posłuszeństwo władzy, to cnota najwyższa! Trzeba być czujnym mi posłusznym – wszak wrogów mamy wielu. Podstępni homoseksualiści, niegodni zaufania socjaliści, liberałowie, innowiercy oraz imigranci. Właściwe, każdy, pragnący żyć po swojemu jest niebezpieczny! Zakres penalizacji zwiększa się, przed wyborami, dziwnym trafem nasila się przestępczość. Słychać nawet o udaremnionych zamachach. Aż dziw bierze, że w publicznej telewizji nie słyszymy o zatruciu jakiejś studni przez liberałów. Dzisiejszy Polak ma się bać. Ma czuć się osaczony, otoczony spiskami i zdradami, a siłę ma czuć w jedności z państwem, reprezentowanym przez władzę. Natłok złych wiadomości, afer w szeregach opozycji, zamachów na “zgniłym” (Dziś od imigrantów i tolerancji, a nie kapitalizmu) zachodzie. Polska w tym wszystkim prezentuje się jak oblężona twierdza, której do przetrwania niezbędne jest wyrzeczenie się przez mieszkańców własnego jestestwa i obdarzenie ślepym zaufaniem oraz posłuszeństwem, czuwającej nad twierdzą władzy. Obraz iście kuriozalny. Jeszcze bardziej kuriozalny stanie się, gdy zauważymy, że władza, odgrywająca rolę konserwatystów i patriotów, ubiera takiego wzorcowego, posłusznego obywatela, niemalże w husarską zbroję, czyniąc go obrońcą Ojczyzny na miarę mężów spod Kircholmu. Nie pomni przy tym, że owa okuta w żelazo duma Rzeczypospolitej, za nic w świecie, nie dałaby założyć sobie kagańca i smyczy, że jak oka w głowie broniłaby wolności i tolerancji. Polskość w naszych najlepszych czasach opierała się właśnie na dumie z państwa bez stosów, z ostoi złotej wolności. Niestety, lansowanym dziś wzorcom patriotyzmu, bliżej jest do człowieka sowieckiego, nie łaknącego wolności, ale zadowolonego, że może się w ten, czy inny sposób przysłużyć rządzącemu.

Wniosek z tego wszystkiego jest prosty. Historia ustroju zaczyna w Polsce zataczać koło. Rozpoczynaliśmy tysiąc lat temu w państwie, w którym rządzący był podmiotem a jego poddani przedmiotem władzy. Na krótko udało nam się osiągnąć liberalne wzorce, w których państwo jest tylko narzędziem, mającym zapewnić bezpieczny byt obywatelowi. Dziś Polska zdaje się znów wracać do rzeczywistości, w której to państwo jest podmiotem, obywatel zaś jedynie służącą mu komórką…

Dodaj komentarz